Jak wygląda terapia ISTDP?

Istnieje wiele nurtów psychoterapii i wiele z nich pomaga ludziom odzyskać równowagę oraz lepiej radzić sobie z trudnościami. Nie sądzę, żeby istniała jedna metoda odpowiednia dla każdego. To, co wyróżnia ISTDP, nie polega na tym, że stawia sobie inny cel. Celem każdej dobrej psychoterapii jest zmniejszenie cierpienia i poprawa jakości życia. Różnica dotyczy przede wszystkim drogi, która prowadzi do tego celu.

Większość ludzi wyobraża sobie terapię w podobny sposób: siedzisz albo leżysz na kozetce, opowiadasz o swoim dzieciństwie, terapeuta słucha, od czasu do czasu coś zauważy lub zinterpretuje, i tak przez lata. ISTDP wygląda inaczej. Nie dlatego, że chce być inne, ale dlatego, że opiera się na innym rozumieniu tego, skąd bierze się psychiczne cierpienie i co naprawdę prowadzi do zmiany.

Punkt wyjścia jest prosty: samo opowiadanie o uczuciach rzadko wystarcza. Można przez lata mówić o rozczarowaniu, smutku czy złości do ojca i nigdy tych uczuć naprawdę nie poczuć. Można świetnie rozumieć swoje problemy, trafnie je analizować i nadal tkwić w tych samych schematach. Prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy zamiast jedynie mówić o emocjach, zaczynamy ich naprawdę doświadczać – tu i teraz, również w ciele.

Kiedy uczucie, które przez dwadzieścia czy czterdzieści lat pozostawało zablokowane, może zostać w pełni przeżyte, często dzieje się coś zaskakującego. Zaczynają pojawiać się wspomnienia, o których od dawna się nie myślało. Niektóre osoby nagle przypominają sobie sceny z dzieciństwa, inne zaczynają rozumieć dawne wydarzenia na znacznie głębszym poziomie – w sposób, którego wcześniej nie potrafiły osiągnąć samym myśleniem. Co ważne, terapeuta nie podsuwa tych odpowiedzi. To pacjent odkrywa je sam, gdy wewnętrzna droga do własnych emocji przestaje być zablokowana.

Dlatego jako terapeuta ISTDP jestem aktywny. Nie czekam biernie na rozwój wydarzeń. Już od pierwszych minut staram się zrozumieć, co dokładnie dzieje się w życiu pacjenta, w jakich sytuacjach pojawia się cierpienie i jakie uczucia się z nim wiążą. Nie oznacza to jednak, że do czegokolwiek zmuszam. Tempo terapii jest zawsze dostosowane do możliwości pacjenta. Celem nie jest przebicie murów siłą, lecz wspólne przyjrzenie się im i sprawdzenie, czy nadal są potrzebne.

I tu zaczyna się coś, co dla wielu osób bywa zaskakujące. Kiedy pytam: „co Pan czuje wobec żony w tej sytuacji?” albo „co Pani czuje wobec swojej matki, kiedy to się dzieje?”, większość z nas nie odpowiada uczuciem. Zamiast tego opowiadamy historię, tłumaczymy sytuację, analizujemy ją, używamy ogólników, żartujemy albo zmieniamy temat. To właśnie są mechanizmy obronne. Nie pojawiły się przypadkiem. Większość z nich powstała wiele lat temu jako sposób radzenia sobie z doświadczeniami, które były zbyt bolesne, przytłaczające lub zagrażające. Dziś uruchamiają się automatycznie – również podczas rozmowy z terapeutą.

Zauważam i pomagam pacjentowi zobaczyć je po raz pierwszy. Mówię np.: „czy zauważa Pan, że kiedy pytam o uczucia, zaczyna Pan mówić bardzo ogólnie?” albo: „zwróciła Pani uwagę, że uśmiecha się, opowiadając o czymś bardzo bolesnym?”. Nie chodzi o przyłapanie pacjenta na błędzie ani o krytykę. Chodzi o uświadomienie czegoś, co przez lata działało całkowicie automatycznie i stało się niemal niewidoczne – jak powietrze, którym oddychamy.

Następnie pomagam zrozumieć, przed czym dana obrona chroni. A później wspólnie z pacjentem przyglądam się temu, jaką cenę trzeba dziś za tę ochronę płacić. Bo jeśli za każdym razem omijamy własne uczucia, nie możemy dotrzeć do źródła cierpienia. Pozostajemy skazani na życie w tych samych schematach, mimo że bardzo chcielibyśmy je zmienić.

Warto zrozumieć jeszcze jedno rozróżnienie, które jest sercem tego podejścia. Jestem całkowicie po stronie pacjenta, a jednocześnie zdecydowanie przeciwko jego mechanizmom obronnym. To nie jest sprzeczność. Mechanizmy obronne kiedyś były niezwykle potrzebne. Czasami pomagały przetrwać dzieciństwo, chroniły przed bólem, samotnością czy rozpaczą. Należy im się za to szacunek. Problem polega na tym, że to, co kiedyś ratowało, dziś często zaczyna ograniczać. Zamiast chronić przed cierpieniem, samo staje się jego źródłem.

Dlatego nie walczę z pacjentem. Walczę o pacjenta – pomagając mu stopniowo uwolnić się od sposobów funkcjonowania, które kiedyś były niezbędne, ale dziś nie pozwalają żyć w pełni.

Dlaczego czasami pytam o oddech albo napięcie w ciele?

To bywa dla wielu osób zaskakujące. Ktoś opowiada o trudnej sytuacji i nagle słyszy ode mnie pytanie: „Co dzieje się teraz w Twoim ciele?” Nie pytam o to dlatego, że prowadzę terapię skoncentrowaną na ciele. ISTDP nie jest metodą pracy z ciałem w takim znaczeniu. Pytam, ponieważ ciało często reaguje szybciej niż nasze słowa. Może pojawić się ścisk w gardle. Napięcie w szczękach. Ucisk w klatce piersiowej. Płytszy oddech. Przyspieszone bicie serca. Z perspektywy ISTDP takie reakcje nie są jedynie fizjologicznym dodatkiem do emocji. Często są pierwszym sygnałem, że wydarza się coś ważnego. Pomagają nam zauważyć lęk, zanim stanie się tak silny, że całkowicie odetnie dostęp do przeżywanych uczuć.

Lęk jest ważną częścią terapii

Wiele osób zgłasza się na terapię właśnie dlatego, że chce przestać odczuwać lęk. To całkowicie zrozumiałe. W ISTDP nie traktujemy jednak lęku wyłącznie jako objawu, który należy jak najszybciej usunąć. Staramy się najpierw zrozumieć, kiedy się pojawia i co próbuje nam powiedzieć. Nie każdy lęk oznacza to samo. Czasami informuje, że zbliżamy się do emocji, których od dawna unikamy. Innym razem jest tak silny, że najważniejszym zadaniem staje się jego uspokojenie i odzyskanie poczucia bezpieczeństwa. Dlatego podczas terapii stale zwracam uwagę na poziom lęku. Nie po to, żeby prowadzić Cię głębiej za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie. Jeżeli lęk jest zbyt duży, zatrzymujemy się. Dobra terapia nie polega na przekraczaniu możliwości człowieka. Polega na ich stopniowym poszerzaniu.

Każda terapia przebiega inaczej

Nie pracuję według jednego schematu. Nie istnieją dwie osoby z taką samą historią życia, takim samym sposobem przeżywania emocji i takimi samymi doświadczeniami. Dlatego również terapia wygląda inaczej u każdej osoby. Łączy je jedno. Próbujemy wspólnie zrozumieć nie tylko to, co się dzieje, ale również dlaczego dzieje się właśnie w taki sposób. To wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania z obu stron. W moim doświadczeniu właśnie takie rozumienie staje się często początkiem trwałej zmiany.

Rozmowa staje się miejscem, w którym można coś zobaczyć

W wielu sytuacjach życiowych działamy automatycznie. Nie zauważamy, że właśnie uniknęliśmy ważnego tematu. Nie dostrzegamy chwili, w której napięcie nagle wzrosło. Nie wiemy, dlaczego po raz kolejny wycofaliśmy się z bliskiej relacji albo zareagowaliśmy złością, choć chwilę wcześniej czuliśmy smutek. Podczas terapii takie momenty stają się bardziej widoczne. Nie dlatego, że terapeuta jest lepszym obserwatorem od Ciebie. Po prostu patrzymy na nie wspólnie. To właśnie dlatego rozmowa terapeutyczna może stać się miejscem, w którym po raz pierwszy zaczynamy rozumieć własne reakcje, zamiast jedynie ich doświadczać.

Emocje nie są przeszkodą

Wiele osób przez lata uczyło się, że złość jest czymś złym, smutek oznaką słabości, a lęk czymś, czego należy się jak najszybciej pozbyć. W ISTDP patrzymy na emocje inaczej. Traktujemy je jako ważną część naszego życia psychicznego. Nie chodzi o to, żeby przeżywać je mocniej. Chodzi o to, żeby móc je rozpoznawać, rozumieć i wyrażać w sposób, który służy nam i naszym relacjom. To często okazuje się jednym z najważniejszych elementów zmiany.

Terapeuta jest bardziej aktywny – ale nie po to, żeby prowadzić za Ciebie

Osoby rozpoczynające terapię czasami pytają, czy będę głównie słuchał. Oczywiście słuchanie jest podstawą tej pracy. Jednocześnie w ISTDP terapeuta pozostaje aktywny. Zadaje pytania. Zatrzymuje rozmowę wtedy, gdy wydarza się coś ważnego. Zwracam uwagę na momenty, które łatwo byłoby przeoczyć. Nie robię tego po to, żeby kierować terapią według własnego pomysłu. Robię to po to, żeby pomóc pacjentowi zauważyć procesy, które na co dzień pozostają poza jego świadomością. Moim zadaniem nie jest interpretowanie Twojego życia. Moją rolą jest pomóc Ci lepiej je zrozumieć.

Każda terapia jest spotkaniem dwóch osób

Choć ISTDP opiera się na jasno opisanym modelu pracy, nie jest zbiorem technik stosowanych w taki sam sposób u każdego człowieka. Każda osoba wnosi do gabinetu własną historię, własne tempo i własne możliwości. Dlatego równie ważna jak znajomość metody jest relacja terapeutyczna. To właśnie w bezpiecznej relacji możliwe staje się stopniowe przyglądanie się temu, co przez długi czas było zbyt trudne, żeby zobaczyć samemu. Nie ma dwóch identycznych terapii. Tak jak nie ma dwóch identycznych historii życia.