Ciało w terapii ISTDP

Co ciało mówi, zanim znajdziemy słowa? Emocje, przywiązanie i ciało w terapii ISTDP

Podczas psychoterapii często okazuje się, że to, czego nie potrafimy jeszcze nazwać słowami, jest już obecne w ciele. Zmienia się oddech, napinają się mięśnie karku lub ramion, pojawia się ucisk w gardle albo ciężar w klatce piersiowej. Zanim pojawi się myśl: „jestem zły”, „jest mi smutno” czy „czuję strach”, organizm często już na te emocje reaguje. Często zadaję pacjentom proste pytanie: „co Pan teraz czuje?” albo „co Pani w tym momencie czuje?”. Nierzadko pierwszą odpowiedzią jest: „myślę, że…” albo „wydaje mi się, że…”. To bardzo naturalne. Dla wielu osób znacznie łatwiej jest opowiedzieć o swoich myślach niż rozpoznać i nazwać własne emocje.

Czym są emocje?

Emocje nie są jedynie tym, co uświadamiamy sobie w myślach. Każdej emocji towarzyszą zmiany zachodzące w organizmie. Kiedy przeżywamy złość, lęk, smutek czy radość, układ nerwowy uruchamia szereg reakcji: zmienia się oddech, napięcie mięśniowe, rytm serca, poziom hormonów i aktywność wielu struktur mózgu. Większość z tych procesów przebiega automatycznie i nie wymaga naszej świadomej uwagi. Może się więc zdarzyć, że nie potrafimy jeszcze powiedzieć, co czujemy, a jednocześnie nasze ciało już na tę emocję reaguje. To właśnie dlatego w terapii ISTDP zwracamy uwagę nie tylko na to, co pacjent mówi, ale również na to, co dzieje się w jego organizmie podczas rozmowy. Nie po to, by zastępować słowa obserwacją ciała, lecz by lepiej zrozumieć doświadczenie, które dopiero zaczyna stawać się świadome.

Ciało jako historia

Nasze ciało przez całe życie uczy się przystosowywać do warunków, w których dorastamy i żyjemy. Dziecko, które często doświadcza krytyki, może nauczyć się pozostawać w ciągłym napięciu albo zajmować jak najmniej miejsca. Dziecko, od którego oczekuje się samodzielności i siły, może funkcjonować w stanie nieustannej gotowości i kontroli. Początkowo są to sposoby przystosowania, które pomagają utrzymać bliskość z ważnymi osobami i odnaleźć się w otoczeniu. Z czasem stają się jednak automatyczne. Organizm reaguje tak, jak nauczył się reagować wiele lat wcześniej, często poza naszą świadomością. To, jak przeżywamy własne ciało, również kształtuje się w relacjach z innymi. Znaczenie ma to, czy nasze emocje były zauważane i akceptowane, czy raczej bagatelizowane lub krytykowane. Znaczenie ma to, czy mogliśmy wyrażać złość, smutek, potrzebę bliskości i sprzeciwu, czy też uczyliśmy się je tłumić.

Co widać w gabinecie

Jedna z pacjentek zgłosiła się do terapii z powodu trudności w relacjach. Opowiadała o bolesnych wydarzeniach spokojnym, rzeczowym głosem, często lekko się uśmiechając. W pewnym momencie wspólnie zatrzymaliśmy się przy tym, że jej oddech stał się bardzo płytki, a ramiona przez niemal całą rozmowę pozostawały lekko uniesione. Powiedziała wtedy: „nie wiedziałam, że tak bardzo się spinam”. To stało się początkiem rozmowy o tym, jak od wielu lat powstrzymywała siebie przed okazywaniem trudnych emocji.

Podobne sytuacje zdarzają się w gabinecie stosunkowo często. Ktoś mówi: „to mnie nie porusza”, podczas gdy oddech staje się coraz płytszy, dłonie zaciskają się, a głos traci swobodę. Nie oznacza to, że świadomie ukrywa prawdę. Częściej świadczy o tym, że przez lata nauczył się odsuwać od siebie uczucia, które kiedyś były zbyt bolesne, zagrażające lub budziły lęk. W takich momentach reakcje organizmu mogą być ważną wskazówką pomagającą zrozumieć to, czego dana osoba jeszcze nie doświadcza w pełni świadomie.

Z biegiem lat ciało może stać się miejscem przewlekłego napięcia, wstydu lub poczucia obcości. W takich sytuacjach przestaje być naturalnym źródłem informacji o własnym stanie i potrzebach. Emocje wtedy nie znikają, ale trudniej je rozpoznać i świadomie przeżywać. To właśnie dlatego może się zdarzyć, że ktoś mówi: „Nic szczególnego nie czuję”, choć jego oddech staje się płytszy, mięśnie napinają się, a głos wyraźnie się zmienia. Nie oznacza to, że wypowiada nieprawdę. Oznacza raczej, że reakcje organizmu wyprzedzają świadome rozpoznanie własnego stanu emocjonalnego.

Czy to bezpieczne? I czy to dla mnie?

W ISTDP ciało nie jest przeszkodą w terapii – jest jej ważnym przewodnikiem. To ono na bieżąco pokazuje, ile jesteś w stanie unieść. Kiedy rośnie napięcie, ciało zaczyna o tym informować. Czasami pojawia się ono przede wszystkim w mięśniach – zaciskają się dłonie, spinają ramiona, oddech staje się głębszy albo pojawia się westchnienie. Taki sposób przeżywania lęku zwykle oznacza, że emocje są dostępne i można je bezpiecznie dalej badać.

Zdarza się jednak, że napięcie staje się zbyt duże. Wtedy organizm zaczyna reagować inaczej. Mogą pojawić się dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, ból głowy, uczucie pustki w głowie, dezorientacja, odrealnienie albo wrażenie „odpływania”. Nie oznacza to, że „taki już jesteś”. To raczej sygnał, że w tym momencie poziom lęku przekracza możliwości Twojego organizmu do jego bezpiecznego przetwarzania.

Terapeuta ISTDP jest szkolony, aby rozpoznawać te sygnały na bieżąco. Jeśli zauważy, że lęk przekracza Twoje możliwości, nie będzie naciskał. Zwolni, pomoże Ci odzyskać poczucie bezpieczeństwa i dopiero wtedy wróci do dalszej pracy. Tempo terapii nie jest więc takie samo dla wszystkich. Jest dostosowane do Ciebie i sprawdzane praktycznie przez cały czas trwania sesji.